wtorek, 16 października 2018

Nowe przygody Leonidasa. Część 1





Wyruszywszy ze Sparty, z polis leżącego w Lakonii na południu Peloponezu szybko przekonali się, że nie będzie to zwykły zwiad. Coś wisiało w powietrzu, coś co zmieni ich losy, coś co na zawsze obróci w pył znany im świat. Nie tylko czuli to. Widzieli znaki … pioruny goniły się po niebie, Olimp drżał w posadach. Bogowie albo się gniewali na ludzi albo … na siebie! Niech ich Zeus ma w swym miłosierdziu. 



Mini-kampania z Garranem rozpoczęta. Spontaniczna, improwizowana, niekonwencjonalna. Zakładamy cykl kilku scenariuszy, w którym każdy z poprzednich będzie miał wpływ na następny. Zaczęliśmy z pięcioma punktami rekrutacyjnymi. Jeden bohater i dwie jednostki podstawowe i tą ekipą „przechodzimy” dalsze nazwijmy to przygody plus nowe rekrutacje by na końcu zaszczycił nas jeden z bogów Olimpu i poprowadził ku chwalebnemu zwycięstwu.

I tak stanęli przeciw sobie Leonidas dowodzący Spartanami i Centaurami ...


... oraz Cecrops przewodzący Toxotai i Hoplitom.




 
Założenia scenariusza 1.
W trzeciej rundzie na jeden z trzech losowych obszarów (rzut k6) spada omphalos. Jest sporych rozmiarów, a uderzając o ziemię, zakopuje się do połowy. Należy go wykopać używając do tego pełnej aktywacji jednostki. Przeniesienie go przez swoją krawędź stołu (ta czynność również wymagała zagrania pełnej aktywacji, skoro wchodzi się używając karty to i wychodzi również) lub kompletne rozbicie przeciwnika (a bogów nie ma więc i przyzwania wskrzeszającego również), kończy rozgrywkę zwycięstwem. 

Zdobycie omphalosa w pierwszym scenariuszu, daję jego kartę do decku w następnych rozgrywkach. Można go też zamienić w dowolnym momencie przed scenariuszem na jeden dodatkowy punkt rekrutacji. Jam to się nie chwaląc sprawił.

 
Z pełnym impetem na przyszłe pole bitwy wpadają Centaury galopując ile sił w kopytach w miejsce, w które przed chwilą z nieba spadł kamień. Huk był ogromny. Leonidas wskazał palcem i rzekł: „Gnajcie, póki kto inny tego nie posiądzie”. Więc pognały. Po drugiej stronie w lesie rychłe poruszenie. Już słychać odgłos naciąganych cięciw więc nieświadome w co, puściły swe strzały pomiędzy owe drzewa. Krzyki rannych i umierających nie powstrzymały oddziału czającego się w kniejach i zza drzew zaczęli wyłaniać się Toxotai. Centaury w pojedynku łuczniczym nikłe miały szanse, więc zaczęły … kopać, kopać i więcej kopać by wydobyć omphalosa nim będzie za późno. A czas naglił, gdyż z ruin, z za zawalonych kolumn wyłonił się Cecrops.
Szczęście miały Centaury ponieważ nim spadł na nie deszcz strzał z lasu, do sektora wpadli Spartanie by murem z tarcz zasłonić kopiących. Dzielni synowie Sparty przyjmują na siebie ataki Toxotai i furię Cecropsa, który użył swej zdolności uderzenia z zasięgiem 1. To nie były Termopile. Po tej jednej heroicznej rundzie, Spartanie „włączywszy tryb znikania” zeszli ze stołu. Zostały po nich tylko opowieści o chwale i bohaterstwie.

Tyle już wydarzyło się, nim na miejsce potyczki przybył Leonidas. Szybka ocena sytuacji i żal oraz smutek po śmierci swych Spartan wzbudza w nim furię gniewu. Wpada z impetem w Cecropsa, przymierza się do decydującego ciosu i … 



... zamiast tego, podnosi z ziemi wykopanego przez Centaury omphalosa i biegnie z nim ku bezpiecznemu schronieniu poza polem bitwy! Cios wymierzony przez Cecropsa, który powinien dosięgnąć jego pleców, za pomocą swej zdolności zwanej „ściana tarcz”, Leonidas przekierowuje w Centaury (a właściwie w Centaura), które po otrzymanych obrażeniach również „włączają tryb znikania” i schodzą z pola bitwy. Mało heroicznie ale skutecznie. 


 
Tak tak wiem, mało zdjęć bo dużo emocji i nie było kiedy klikać fotki. Tak tak wiem, dużo szaraczków, mało pomalowanych … no ale co mam począć jak nie ma kiedy? Jak mam chwilę to zdecydowanie wolę pograć. Tęsknię za czasami, w których mogłem malować w pracy, a grać w domu.


A dorzucę jeszcze kilka zdjęć z innej potyczki. Bez rozpisywania się.
Bratobójcza walka między Zeusem a Hadesem. Rozgrywka, w której wygrał Krzysiu, a wygrałem ja. Skomplikowane ale tak było.


Rzut, który powinien zmieść Myrmidonów. No ale to Myrmidoni. 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza