środa, 6 lipca 2016

"Kryształy Czasu - Labirynt Śmierci" wejście 1.






25 dzień 6tego miesiąca roku 002016.

        Lato było upalne tego roku.  Od świtu słońce nie oszczędzało mizernie zapowiadających się plonów i swymi promieniami paliło wszystko, na co padło. Kurz i smród od dawna nie zmytego 
 przez deszcz miasta, wdzierał się przez niedomknięte okiennice. Kład się po przepracowanej nocy, gdy wszyscy właśnie wstawali. Jak to mawiali starożytni: „ktoś musi nie spać, by spać mógł ktoś”. 
Kładł się, zmęczony jak spasły strażnik miejski po pościgu za zwinnym rabusiem, jak koń po dniu 
przy orce, gdzie w nagrodę smagany jest batem ….. Kładł się i wiedział, że sen nie przyjdzie choć tyle sił będzie jeszcze dziś potrzebował. Toż to właśnie dziś przekroczy wrota Labiryntu Śmierci wraz z grupą przyjaciół. Tyle już razem przeszli, przeżyli przygody, o których niejedni nie są wstanie marzyć, wyobrazić sobie tego. Może na nich liczyć, a zarazem są najbardziej nieobliczalnymi ludźmi w tej części krainy, zwanej Culmsee. 



   25 czerwca 2016 Chełmża. Na ten dzień i tę datę zwrócone były oczy wielu. Chełmża tego dnia stała się światową stolicą Infinity, gdyż właśnie owej soboty rozpoczynał się turniej. Skala eventu została określona jako drugi co do wielkości turniej w Europie. Była to IV odsłona rozgrywek
w Chełmży z kategorii Mistrzostw Polski. Zjechało się gro luda ze świata …. i właśnie wśród
ów lud postanowiliśmy wkomponować pokaz gry „Kryształy Czasu - Labirynt Śmierci”. Nie trzeba było używać wielu argumentów by do idei przekonać Artura Szyndlera jr. Zaraził się pomysłem
 i od słowa do czynu zaczęliśmy pleść sieć intryg, by ostatecznie móc przekroczyć wrota Labiryntu Śmierci.




   No ale zagalopowałem się …. ostatecznie przekroczyć wrota, wróć Panie, wróć. Do Chełmży przyjechał ten, który jako pierwszy przeżył przygodę na Orchii bo tworzenie to największa
z przygód. Artur Szyndler, ten który tchnął ducha w Katana, stworzył świat rządzony przez orki, Miesiąc Świąteczny w Ostrogarze, dumne choć przegrane raptyliony ……. można pisać i pisać. Przedstawiać Artura nikomu nie trzeba.


   No to teraz przekroczmy wrota …. „Kryształy Czasu – Labirynt Śmierci” widnieje w kategorii
gra planszowa hmm no tak, planszę ma. Nie chciałbym tak jej nazywać bo z jednej strony jest to prztyczek w nos wszystkim mi znanym grom planszowym, a z drugiej kopniakiem w krocze wyprowadzonym samym Labiryntom Śmierci. Po rozgrywce i przemyśleniach stwierdzam, że jest to gra karciano-fabularna. Warto dodać na wstępie, że to wersja testowa, a nie produkt finalny więc
 to co w przyszłości trafi na stoły przed graczami może mieć inny wydźwięk.
Czemu zatem karciana?  Ano wybieramy sobie postać, w którą wcielimy się by zmierzyć się z tym
co zafunduje nam labirynt. Postać składa się z kilku kart, na których mamy ją rozpisaną.
Zdolności, moce, profesje, czary ….. i niejako tymi kartami zagrywamy. Obrazuje to to, co robi
 nasza postać na zaistniałe zagrożenie. Czemu zatem fabularna? Ano ogrom spotkań losowych, którymi łechta naszą wyobraźnię autor gry,  zamkniętych w osobnych książkach z opisami,
 rozegrać można zupełnie inaczej niż poprzez czytankę. Prosta zasada wprowadza mistrza labiryntu, który zapoznaje się z tym na co zaraz natrafią gracze i przedstawia to w sposób fabularny,
ponieważ te spotkania losowe, aż się tego proszą. „Dlaczego karciano-fabularna?  Na karcie bohatera oprócz parametrów jest opisane 8 zdolności, na każdej innej karcie średnio  4. To razem 220 kart. 
Jak dodasz do tego 250 niepowtarzających się spotkań wyjdzie karciano-fabularny motyw”.  
Czemu zatem nie planszowa? Plansza nie gra większej roli, jest tylko torem dla punktów Mocy
 i Pułapek odzwierciedlających aktualną siłę przeciwników. Jest tylko miejsce,
 na którym umieszczamy profesję jaką wchodzimy do labiryntu.




   No to weszliśmy i zrobiliśmy rozpierduchę i prawie wszyscy wyszliśmy. W grze drzemie duży potencjał. W rękach ludzi szukających wrażeń może być bronią dającą duże pozytywne emocje. Tylko czy trafi w gusta  przeciętnego Jana Nowaka? Mając mitrylowe monety, nie obstawiłbym tego. Zaspokaja moje rządze, karmi mojego małego głodnego potwora drzemiącego w środku, ale ja jestem Inny a i wychowałem się na Orchii.




Był też czas na Infinity.




Ki;ka słów ustami .... Morghurs Morr. :)  


2 komentarze:

  1. Pamiętam "Kryształy Czasu" opisywane w MiM jeśli się nie mylę. Fajnie że się coś dzieje w temacie ale szkoda że to nie figurkowa gra - jakoś karcianki mi nie pasują.

    Ale generalnie świetna sprawa.

    OdpowiedzUsuń