poniedziałek, 13 stycznia 2014

Erebor - dla spokoju ducha








Otaczający mnie świat oszalał? Ludzie popadli w manię prześladowczo-jakąś tam? Gdzie nie spojrzysz, co nie przeczytasz  to szał pał. Nagle z katakumb na światło dzienne powychodzili sami znawcy krasnoludów. Nawet takie trolle internetowe, których nigdy bym nie posądzał ….. ale nie ważne. Mimo tego, że film ma do książki tyle co ogórki do marchewki, mimo tego, że Tolkien przewraca się w grobie …. mi się film podobał i o to chodzi. Podobał się także małżonce, która notabene ma pojęcie o krasnoludach dużo dużo większe niż co niejeden napinacz internetowy, znawca kurdupli. Film odbiega od dzieła książkowego, ale co nie odbiega? Nawet największe stworzenie zwane „człowiekiem” odbiega od pierwostworzenia. Oglądałem ze świadomością, że to film Jacksona, a nie książka Tolkiena.

No i co, że koli w oczy? Orki, które tak daleko zapuściły się w Mroczną Puszczę aż pod sam tron Thranduil’a, gadatliwy Smaug (za długo spał i musiał się nagadać?), Sauron dopada Gandalfa i zamyka go w klateczce bleeeeeeee bleeeeeeee …. a gdzie to poczucie humoru kurdupli z Erebor? In Plus walka w beczkach, kuźnie Samotnej Góry, Tauriel ….. no dobra, starczy.


Całą szybką myśl skwituje Terrym Pratchettem, a raczej słowem zawartym w „Prawdzie”.






„- Nie uprzedził mnie pan o krasnoludach!
- Przeszkadzają pani?
- Ależ nie. Krasnoludy, jak wynika z moich doświadczeń, są bardzo praworządne i przyzwoite.
William uświadomił sobie, że rozmawia z dziewczyną, która nigdy nie bywała na pewnych ulicach w porze, kiedy zamykają bary”









Aby .... hmmm ... utrzymać tematykę bloga dodam dwie nowości/starości.














  





Cuśśśś do projektu bandy mutantów Pana Przemian 
od Spellcrow

3 komentarze:

  1. Mi też film się podobał. Mało tego, uważam co gorsza że był bardzo tolkienowski i nikt się nie musi w grobie przewracać! Ale bardziej na podstawie Niedokończonych opowieści niż samego Hobbita. Scenariusz był pisany przez tolkienowskich nerdów i geeków i mimo, że dodali trochę od siebie, to nic w rażący sposób nie narusza wizji tolkienowskiego świata. Ale taka już mentalność chyba fanów fantastyki, że zawsze wszystko wiedzą lepiej i są wiecznie niezadowoleni. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo to wszystko przez tę "wyobraźnie", u każdego działa inaczej. Tak też właśnie sobie uświadomiłem, że to chyba nie tylko u fanów fantastyki tak działa. Tak jak u nas "po trzecim" zaczęto rozważać czy Thorin aby nie powinien mieć dłuższej brody to fani porno pewno rozważali czy Tamara Obciągara nie powinna mieć większych cy..w w której tam części filmu akcji?

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały problem po prostu wynika z tego, że masa nerdów nie rozumie, że poszli na film, a termin "ekranizacja" nie oznacza "1:1 przeniesienia literek na ekran". To ma się podobać możliwie szerokiej publiczności i być zbudowane, jak film. Całe szczęście, że nikt nie zwróci na nich uwagi...
    Mi nowy Hobbit podobał się bardzo, dobrze się na nim bawiłem itp... Na dosłownej ekranizacji książki pewnie podciąłbym sobie żyły krakersem (choćby dlatego, że czytałem ją więcej razy, niż większość marudzących).

    OdpowiedzUsuń