niedziela, 17 maja 2015

Fort Calisia October 2nd 1864










Kochana Pani Matka, Szanowny Panie Ojcze. Dziękuję za list od Was, który dopiero teraz otrzymałem. Cieszę się, że oboje w zdrowiu, że trwacie w wierze i miłości.

Me słowa nie niosą dobrych wieści dla Was i serce me ściska na myśl co będziecie czuli. Nie mogę dłużej zwlekać z napisaniem. Zostałem ranion i czuję, że poważnie. Pogodzonym już ze Stwórcą i czekam na chwilę, gdy stanę przed Jego obliczem. Nie smućcie się, proszę. Gdy spojrzę oczyma wspomnień na ostatnie dni, wiem, że moja ofiara nie poszła na marne, a krew przelana w słusznej sprawie. Za Was, naszych bliskich, za nasz dom rodzinny, naszą ziemię. Nasz kraj. Pan Bóg kule nosi i tą przypisał dla mnie. 



Fort Calisia October 2nd 1864







Dotarliśmy tam jako posiłki trzeciego dnia oblężenia. To było prawdziwe piekło na ziemi. Prosto z marszu uzupełnialiśmy luki na fortyfikacjach, które naprędce budowano przed atakiem z pokładów kolejowych, z beli bawełny obsypanych gliną. W niektórych miejscach pnie drzew powbijane w ziemię tworzyły mur niczym w średniowiecznym grodzie, choć między tymi pniami zdarzały się przerwy, przez które mógł prześliznąć się niegruby mężczyzna.
To co tego dnia działo się na ziemi, działo się na niebie. Nad nami, aż po horyzont kłębiły się czarne chmury, rażąc piorunami. Jestem pewny, że tak jak ja, tak i wielu innych widziało zbliżający się Dzień Sądu Ostatecznego. Błyskawice rzucane przez Janioły w nas i atakujących wrogów łączyły się w straszną muzykę wraz z kanonadą równych lub mniej równych salw z karabinów. Refreny grały wystrzały z armat i moździerzy obu stron. Płonące drzewa, setki martwych pomieszanych z umierającymi, krew i odór, dym gryzący gardło, szum w uszach i wyjące niebo …… znużony padłem, gdy melodie bitwy ucichały. Po całym dniu, padłem tam gdzie stałem, przy połamanym świerku.



Obudziła mnie wilgoć. Leżałem twarzą w kałuży i tylko cudem nie utonąłem we śnie. Niebo płakało, zalewając świat łzami tak obficie, że widoczność była mała. W koło mnie trupy przyjaciół mieszały się ze śpiącymi. Czy to przeczucie, czy Opatrzność przykuła wzrok akurat w to miejsce? Dojrzałem błysk odbijanego światła by za chwilę zobaczyć ich. Podchodzili pod nasze umocnienia niezauważalnie. Cicho, by gwałtownie zaatakować i wyrwać duszę z ciał pozostałych przy życiu mych kompanów.  Pani Matko pamiętasz mój pierwszy płacz, gdy powołany zostałem do życia. 



Tego poranka znów zapłakałem. W niebogłosy uwolniłem straszny płacz dzikiej bestii przywartej do ściany. Bitwa rozgorzała na nowo.
Zabijaliśmy się tak szybko jak to było możliwe. Coraz mniej wystrzałów przecinało powietrze, głucha cisza i bębnienie kropli deszczu zaczynały zwyciężać. I mój karabin zamilkł. Ładownica przemokła, bezradnie szukałem suchych ładunków u martwych.  




Nigdzie nie widziałem żywego podoficera. Ktoś musiał to zrobić. Drżącą ręką nałożyłem bagnet, kątem oka widziałem, że chłopaki idą mym przykładem by za chwilę niczym owe pioruny z wczoraj, spaść na wroga z bojowym okrzykiem, uskrzydleni niosąc śmierć.
Koszmar tych dni zakończył wystrzał. Poznałem go. Tam na umocnieniach Calisia stanąłem niczym sparaliżowany naprzeciw młodego Beniamina, syna nauczyciela muzyki Giersona. To on strzelił. Rozpoznał mnie, gdy padałem na kolana. Widziałem w jego oczach strach. Przekażcie sąsiadom, że nie czuję urazu ni żalu. A i Was proszę, byście mu wybaczyli. Przyszło nam żyć w takich czasach. Ja też odebrałem życie niejednemu synowi swojej matki, niejednemu mężowi swojej żony.



…………………………………………………………….


- Czy mógłby mi Pan podać nową kartkę? Nie mogę wysłać tego listu, napiszę jeszcze raz.


Kochana Pani Matka, Szanowny Panie Ojcze. Dziękuję za list od Was, który dopiero teraz otrzymałem. Cieszę się, że oboje w zdrowiu, że trwacie w wierze i miłości.
Me słowa nie niosą dobrych wieści dla Was i serce me ściska na myśl co będziecie czuli. Nie mogę dłużej zwlekać z napisaniem. Zostałem ranion i czuję, że poważnie. Pogodzonym już ze Stwórcą i czekam na chwilę, gdy stanę przed Jego obliczem. Nie smućcie się, proszę. Gdy spojrzę oczyma wspomnień na ostatnie dni, wiem, że moja ofiara nie poszła na marne, a krew przelana w słusznej sprawie. Za Was, naszych bliskich, za nasz dom rodzinny, naszą ziemię. Nasz kraj. Pan Bóg kule nosi i tą przypisał dla mnie. Wspomnijcie o mnie przy pacierzach. Dziękuję Panu, że dał mi takich rodzicieli. Kochana Pani Matko, Szanowny Panie Ojcze, kocha…..

…………… i odeszła młoda dusza …………………..






 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz